Careers

Wywiad ze Staszkiem - od stażysty do Senior'a cz. 1

Praca zawodowa to średnio jedna trzecia życia każdego z nas. Warto więc zapewnić sobie nie tylko dobry start, ale też upewnić się, że będziemy mogli rozwijać się w interesującym nas kierunku.
cover-wywiad-staszek-devops-cz1
Wiele firm twierdzi, że wspiera rozwój technicznych umiejętności swoich pracowników. Jednak tylko garstka z nich, w tym Ragnarson, skupia się na wspieraniu rozwoju programistów jako wszechstronnych profesjonalistów. Swoją historią o rozwoju od stażysty do Senior DevOps’a dzieli się Stanisław Tuszyński, który przygodę z Ragnarson rozpoczął 7 lat temu.
Zacznijmy od początku - jak trafiłeś na staż w Ragnarson?

Pracowałem wtedy na Uniwersytecie Gdańskim, jako informatyk sieciowy. Tam przechodziłem ścieżkę “od pucybuta po sieciowca”. Na początku pomagałem ludziom naprawiać drukarki, a później przechodziłem dalej w stronę zarządzania siecią budynku i infrastrukturą dydaktyczną.

Poznałem tam kolegę , który już wtedy współpracował z Ragnarson. Kiedy zetknąłem się z bardziej skomplikowanymi rzeczami wymagających zautomatyzowania, to on mną pokierował. Na fali fascynacji konkretnymi technologiami, które mi wtedy polecił, napisałem pracę magisterską z automatyzacji systemów operacyjnych.

Następnie zapisałem się na praktyki do Ragnarson. Wtedy jeszcze myślałem, że będę programistą Ruby on Rails, ale szybko się od tego odbiłem. Moje dotychczasowe doświadczenie w zarządzaniu systemami operacyjnymi poprowadziło mnie w kierunku Shelly Cloud, platformy hostingowej rozwijanej w latach 2010-2016 jako własny produkt Ragnarsona.

Jak wspominasz pracę nad Shelly Cloud?

To była solidna nauka życia. Bardzo duży rozstrzał technologii i duża odpowiedzialność. To była produkcyjnie działająca aplikacja na której hostowało się wiele różnych firm. Miałem też pierwsze doświadczenia z supportem przy rozmowach międzynarodowych z różnymi klientami. Muszę przyznać, że był to solidny kawałek ciężkiej pracy, która trwała ze dwa-trzy lata. Później ten projekt był wygaszany, ale do dzisiaj niektóre zdobyte wtedy umiejętności i wiedza pomagają mi w pracy.

A jak wyglądało wsparcie ze strony firmy - czy otrzymałeś jakiś mentoring?

Tak, od samego początku otrzymałem wsparcie doświadczonych DevOps’ów- Szymona oraz Macieja, obecnego CEO firmy. Ogólnie urzekło mnie to, że już na etapie praktyk bardzo wszystkim zależało na tym, żeby nowe osoby odniosły jakiś sukces. Nie chodziło tylko o to, byśmy coś dowieźli, ale również o to, żebyśmy byli zadowoleni ze swoich osiągnięć. Oczywiście było też tak, że niektórzy nie mieli określonych predyspozycji i rezygnowali albo po prostu brakowało im motywacji.

Natomiast to pozytywne, wspierające podejście Ragnarsona ciągle się pogłębiało. Kiedy już wszedłem do firmy, dostałem wszystkie możliwe narzędzia do dalszego rozwoju. Nie chodzi mi tylko o płatne kursy i tak dalej, a o wsparcie ludzi, z którymi mogłem porozmawiać i poprosić o pomoc. I zawsze ją otrzymywałem. Na wielu poziomach, nie tylko w strefie technicznej.

To jest właśnie jeden z wyróżników Ragnarson. Mamy bardzo płaską strukturę, która sprawia, że jesteśmy w stanie zobaczyć inne elementy branży, nie tylko te związane z technicznymi aspektami. Nie znam innej firmy w której ktoś tak chętnie pokazałby mi jak wygląda proces “sprzedaży developera” do jakiegoś projektu. Niektórzy powiedzieliby, że to strzał w stopę - nauczyć mnie jak sam mogę się “sprzedać”. Natomiast jest to coś, co w pewnym sensie zbudowało mnie i pozwoliło mi bardzo szybko się rozwinąć.

Po latach wspólnej pracy z bardziej doświadczonym DevOpsem nadszedł moment, gdy to Ty musiałeś objąć rolę mentora dla nowej osoby. Czy było to trudne przejście?

Zmiana ta była podzielona na pewne etapy. Mój “starszy stażem” kolega Szymon był bardzo odpowiedzialny. Kiedy postanowił pójść dalej i spróbować czegoś innego, rozłożył swoje odejście z firmy w czasie tak, że wspólnie zatrudniliśmy nową osobę - Piotra. Wydaje mi się, że było to bardzo płynne przejście. Wiązało się to z dodatkowymi obowiązkami czy odpowiedzialnością dla nas obu, ale można powiedzieć, że w efekcie cel został osiągnięty.

Miałem wtedy dwa projekty na utrzymaniu. Były już rozkręcone, a ja i nowy Junior DevOps - Piotr, mieliśmy za zadanie je utrzymać. Klient nas znał i wiedział jak się z nami komunikować. Dopiero rok później pojawiły się kolejne wyzwania wraz z nowymi projektami. Dla mnie było to zderzenie z kolejnym krokiem, przy którym musiałem wyjść ze swojej strefy komfortu i zbudować relacje z klientem od zera. Było to dla mnie jedno z największych wyzwań. Mimo to uważam, że bardzo mi to pomogło jeśli chodzi o rozwój osobisty.

Ze swojej strony Piotr, który uczył się tajników bycia DevOpsem pod Twoimi skrzydłami, wspomina to doświadczenie jako “bycie wrzuconym na głębokie wody”.

Haha, możliwe że faktycznie trochę pchnąłem Piotrka na głębokie wody. Jednak z drugiej strony cały czas czuwałem nad nim i byłem jego ratownikiem. Nie pozwoliłbym mu się utopić na mojej zmianie. To odpowiedzialność, której chciałem go nauczyć starając się jednocześnie podglądać czy wszystko jest w porządku.

Piotrek chciał brać na siebie dużo rzeczy, a ja nie chciałem mu w tym przeszkadzać. Z perspektywy czasu uważam że mogłem to zrobić trochę lepiej - zawsze można. Mam teraz trochę więcej doświadczenia co do tego jak powinno się podchodzić do mentoringu. Efekt natomiast jest taki, że Piotr bardzo szybko przekonał się do niektórych rzeczy, do których ja miałem kiedyś trochę utrudniony dostęp.

Kiedy dostałem się do Ragnarsona, to miałem podobny schemat. Dostałem dostęp do wszystkiego i walczyliśmy. Ale miałem wsparcie od kolegów. Nasza praca polega na wprowadzaniu zmian na działających usługach - taka operacja na otwartym sercu. To wielu ludzi onieśmiela. Dlatego tak ważne jest, by szybko przełamać się i ośmielić w kontakcie z klientem i pracy na produkcji.

Podsumowując: warto było wyjść ze strefy komfortu i przejść do Ragnarson?

Tak, na pewno było warto. Myślę, że codziennie odrobinę wychodzę ze strefy komfortu. Cały czas się rozwijam i robię nowe rzeczy. To moje motto: póki mam to poczucie, że się rozwijam, będę tutaj pracował.

Uważam, że warto zaznaczyć, że w płaskiej strukturze sami ustalamy cele i budujemy środowisko do rozwoju. Gdy czuje, że się nie rozwijam, to mam pretensje do samego siebie - bo przecież mogłem to popchnąć jakoś do przodu, zrobić coś lepiej. Jest to efekt przejścia z momentu, w którym ktoś Tobą kieruje, do momentu w którym samemu już popychasz siebie do przodu. Teraz ja buduje to środowisko do rozwoju dla nowych ludzi, którzy do nas przychodzą. Jeżeli Ragnarson przestanie się rozwijać, to będzie to po części moja wina.

Stanisław Tuszyński

Stanisław Tuszyński

Senior DevOps i inżynier rozwiązań chmurowych współpracujący z Ragnarson od 2014 roku. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego i dumny mieszkaniec Trójmiasta od przeszło 10 lat. Miłośnik dobrego kina, komiksu i szeroko pojętej animacji 2D/3D.
Natalia Krakowiak

Natalia Krakowiak

Absolwentka studiów około-ekonomicznych na Uniwersytecie Łódzkim. Zrezygnowała z doktoratu na rzecz budowania praktycznego doświadczenia w branży IT. W Ragnarson zaczynała jako stażystka w dziale HR i Rekrutacji, obecnie pełni rolę Account Manager oraz Investment Specialist. Fanka gier RPG, kuchni wegańskiej i literatury fantasy.

Druga część wywiadu
dostępna jest tutaj

Część 2