Careers

Wywiad z Adamem - czyli jak zostać one-man-army cz.2

Rozwój osobisty w ramach rozwoju zawodowego. Dla wielu osób to święty Graal,
dla innych z kolei niemożliwa do zrealizowania idea.
cover-wywiad-adam-one-man-army
Podejście lifelong learning jest głęboko zakorzenione w dynamicznie zmieniającym się świecie IT. Jednak rosnące wymagania stawiane wobec branży oznaczają, że nie sposób ograniczyć się tylko do budowania kompetencji technicznych w wybranej, wąskiej dziedzinie. Ale w jaki sposób można rozwijać się wszechstronnie, nie robiąc tego kosztem pracy zawodowej? O swoim doświadczeniu i wzroście opowiada Adam.
Podsumowując drogę, którą opisałeś do tej pory: zaangażowałeś się w rekrutację, byłeś team leaderem i jeszcze znalazłeś czas by czytać i poszerzać swoje horyzonty. Z tego co wiem zacząłeś na dodatek angażować się w fundusz inwestycyjny.

Dokładnie tak. Fundusz inwestycyjny jest aktualnie miejscem w którym czuje, że najbardziej się rozwijam. Ale od początku; czyli dlaczego zaangażowałem się w ten obszar.

Książki pokazały mi, że trzeba obrać pewną drogę. Również mentorzy mówili mi, że trzeba ustrukturyzować to, w jakim kierunku chce się uczyć.

Ja wybrałem sobie główne trzy - cztery drogi. Jedna jest bardziej techniczna, która mnie po prostu jara: programowanie, serwery, DevOpsowanie, i tego typu rzeczy.

Ale oprócz tego interesują mnie inne tematy - dużo przeczytanych przeze mnie książek non-fiction dotyczyło inwestycji i ogólnie ekonomii. Z perspektywy programisty może się wydawać, że w świecie inwestowania nie ma nic ciekawego, ale ja uważam inaczej. I znów z pomocą przyszedł Ragnarson, gdy pod koniec 2019 roku pomysł, by stworzyć własny produkt, wyewoluował w fundusz inwestycyjny. Budowaliśmy zespół od podstaw i akurat trafiła się okazja, że mogłem się zaangażować.

I jak Ci się podobają Twoje dodatkowe, poza-programistyczne obowiązki?

Samą pracę w funduszu wyobrażałem sobie inaczej, ale ostatecznie rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. W zasadzie myślałem, że będzie to praca organiczna - trzeba mieć wiedzę jakie są metryki oceny start-upów, wrzucić wszystko w Excela i wybrać najlepszy.

Okazało się, że praca w funduszu sprowadza się głównie do komunikacji. Moje zadanie nie polega tylko na patrzeniu w metryki, ale też na przeanalizowaniu i zrozumieniu start-upu, a potem przedstawieniu całego konceptu naszemu zespołowi. Tutaj trzeba wziąć pod uwagę różne perspektywy i zdecydować w grupie, czy wierzymy w dany projekt.

Może tego nie widać, ale ja mam naturę mocno introwertyczną. Nie czuje się dobrze w tłumie. Mam problem z tym, żeby prezentować coś przed dużą grupą osób, więc zacząłem od czegoś mniejszego.

Fundusz inwestycyjny daje mi pole, na którym mogę się szkolić. W spotkaniach dealflow, na których omawiamy zespołowo potencjalnie start-upy, uczestniczy od pięciu do ośmiu ludzi. Jest to dla mnie niższy próg wejścia. To samo się tyczy rozmów z założycielami, z którymi często trzeba się spotkać i bezpośrednio porozmawiać o motywacji czy wizji. Jeszcze rok temu, jak rozmawiałem z nową osobą czy potencjalnym klientem, to byłem zestresowany. Ostatnio w funduszu się odblokowałem i trochę zmieniłem swoje nastawienie. Nie wchodzę na spotkania z myślą, że jestem introwertykiem i boję się ludzi. Wbijam na spokojnie, zadaje swoje pytania, rozmawiam jak człowiek z człowiekiem i tyle. Jeżeli chodzi o komunikacje i przełamanie tych barier, to fundusz inwestycyjny nauczył mnie najwięcej.

Najfajniejsze jest to, że dosłownie płacą Ci za to, że się uczysz.

To jest idealne miejsce do pracy. Jak robimy na przykład research na temat samochodów i branży automotive, to musimy porozmawiać z osobami, które siedzą w tej branży i poczytać sporo materiałów. Więc ucząc się na temat różnych obszarów, zarabiasz.

A nie czujesz się na przykład winny, że nie programujesz w tym czasie?

Nigdy o tym tak nie myślałem. Dogadałem się z klientem w projekcie - transparentnie powiedzieliśmy sobie, że będę jeden dzień poświęcać na inne rzeczy. I klient powiedział, że nie ma problemu. Wydaje mi się, że wśród programistów jest pewne poczucie, że musisz cały czas pracować w projekcie komercyjnym, bo wtedy firma zarabia. Jednak czas, który poświęcam na dodatkowe obowiązki, jest również czasem produktywnym. Nie jest to tak, że biorę sobie dzień urlopu i mówię “płaćcie mi za to”. Jest to inny tryb pracy, na którym nie ma marży, ale są inne korzyści.

Rozumiem. Czyli dostarczasz po prostu inną wartość - zaangażowanie się w rekrutacje jest pracą nad powiększeniem firmy. Praca w funduszy może zaawocować dobrą inwestycją i zwrotami w przyszłości. Więc swój czas spędzasz zawsze produktywnie.

Jeszcze jedno zdanie na temat zarządzania swoim czasem. Nie śledzę w ogóle żadnego typu newsów ze świata czy Polski. Wyrzuciłem ze swojego życia wszystkie źródła informacji o polityce, zdrowiu, pandemii. Od tego czasu moje spojrzenie na świat bardzo się zmieniło. Na przykład - nie martwię się potencjalnymi zmianami podatkowymi dopóki nie wchodzą one w życie. Po pierwsze nie psuję sobie humoru na zapas. A po drugie oszczędzam bardzo dużo czasu.

Kiedyś przetestowałem na sobie dopamin detox. Wyłączyłem wszystkie social media. W końcu zaprojektowane są tak, byśmy spędzali na nich ogromne ilości czasu, generując przy tym dopaminę. Jak po takim detoxie siadasz do książki, to jest więcej radości z czytania niż z przeglądania Facebooka, Twittera czy cokolwiek innego.

Czyli nie pozwalasz się rozpraszać?

Z tym jest różnie, bo w tym roku miałem problem z motywacją. Mieliśmy kilka problemów projektowych, dopadło mnie w pewnym sensie wypalenie. Trudno się przyznać, ale wtedy wróciłem częściowo do starych nawyków. Pandemia w 2021 poturbowała mnie o wiele bardziej, niż w 2020. Mówię to jako introwertyk - siedzenie w domu było już bardzo ciężkie i nawet mnie zabrakło kontaktu z ludźmi.

A jak się to odbiło na pracy? Czy miałeś jeszcze motywację aby pracować w tym samym projekcie, czy chciałeś szukać czegoś nowego?

W okolicach lutego 2021 minął już dla mnie drugi rok w tym samym projekcie. Poczułem spadek motywacji. Na pewno moja wydajność się zmniejszyła i nie dowiozłem wartości na takim poziomie, na jakim bym chciał. I tak samo zadziało się w inwestycjach - byłem mniej aktywny, spadła mi pewności siebie na rozmowach. Tutaj właśnie po raz kolejny wszedł Ragnarson.

Otwarcie powiedziałem, że chciałbym zmienić projekt, bo nie czuję się już w nim dobrze. Mimo tego, że był to projekt z wysoką marżą, w odpowiedzi usłyszałem: “Okay, to Cię wyciągamy”. Nawet pomimo chwilowego spadku przychodów.

Tak po prostu?

Tak. Wydaje się, że w wielu firmach programiści decydują się na zmianę pracodawcy, bo nie mają opcji wyboru projektu. A takie podejście jest końcowo dużo gorsze dla firmy , bo zatrudnienie nowego pracownika kosztuje często więcej niż ta różnica w marży. W Ragnarson omówiliśmy zespołowo różne możliwości i finalnie musiałem sam określić, kiedy chcę opuścić projekt. To było super.

Na początku ustaliłem sobie soft deadline i zacząłem patrzeć w projekty na wczesnym etapie sprzedaży. Ten proces jest u nas całkowicie transparentny, dzięki czemu miałem wgląd w informacje z pierwszych rozmów z klientami. Mogłem też zaangażować się w ocenę danego projektu, rozmowy techniczne z klientami i końcowe estymaty czasowo-cenowe. Tak jeszcze abstrahując, powiedziałbym, że u nas wszystko jest transparentne. Nie czuje, że coś jest przede mną ukrywane. Na każde pytanie, które zadam - znajduję odpowiedź. Nie ma czegoś takiego jak “you’re not authorized to see this page”.

Więc kiedy trafił się interesujący dla mnie projekt, po prostu go na siebie wziąłem. Przez cały czas wsparcie Ragnarsona było świetnie, bo w razie wątpliwości zawsze mogłem liczyć, że ktoś “dorosły”wyciągnie do mnie rękę i poprowadził w odpowiednim kierunku.

Z tego co wiem, nie poprzestałeś tylko na rozkręcaniu samodzielnie projektu, ale zostałeś też jednym z mentorów na tegorocznych letnich praktyk programistycznych w Ragnarson. Jak do tego doszło?

Plan na to był początkowo trochę inny, bo wychodząc z poprzedniego projektu opuszczałem kilkuosobowy zespół. Ogólnie uważam, że praca w grupie rozwija dużo bardziej niż praca samemu. Na początku miałem wciągnąć do projektu juniora, z którym pracował bym sobie we dwójkę i przy okazji bym go/ją mentorował. Ale rynek wygląda jak wygląda i ciężko jest czasem nawet o juniorów.

W firmie padł więc pomysł, aby stworzyć praktyki, dla tych, którzy są prawie juniorami, ale jeszcze im trochę brakuje do pracy w projekcie komercyjnym. Trafiła się więc okazja, żeby nie odkładać tego mentorship’u do czasu aż znajdzie się odpowiednia osoba, tylko wziąć kilka osób pod swoje skrzydła i wykształcić je we własnym zakresie.

Wychodzę z założenia, że uczenie innych, najbardziej uczy Ciebie. Dzielenie się wiedzą to jest ten moment, w którym waliduje się swoją własną wiedzę. To wynik tegorocznych przemyśleń - uświadomiłem sobie, że dzielenie się wiedzą jest bardzo ważne, o ile nie najważniejsze zaraz po komunikacji.

Trzeba uczyć młode pokolenia. Wiem, jak w szkołach uczą programowania i ogólnie IT - uniwersytety są trochę w tyle. Natomiast my tutaj mamy najświeższą wiedzę, jeszcze gorącą, i możemy uczyć ludzi z dużą ilością ambicji i zapału.

Czyli w sumie pieczesz dwie pieczenie na jednym ogniu. I jak zawsze nie marnujesz czasu.

Staram się. Mam jednak taki cichy głosik w głowie, który mówi mi co jakiś czas, że nie da się tak wiecznie ciągnąć. Z drugiej strony nie czuje satysfakcji, gdy nie idę do przodu.

Trochę to mi przeszkadza kiedy próbuje się zrelaksować. I czasem muszę włożyć wysiłek w odpoczynek. Porównuje to trochę do trawienia - gdy coś zjadasz, to organizm musi trochę popracować, żeby potem mieć więcej energii z tego. Tak samo jest z relaksem: muszę trochę więcej energii włożyć, żeby mieć większy zwrot z samego relaksowania się.

Pracuję zdalnie już trzy lata i mimo, że uczyłem się najlepszych praktyk, miałem gorsze dni, kiedy ciężko było mi poukładać, że tu jest praca, tu jest wolne i dopasować do tego swoje nastawienie. Ale wszystkiego da się nauczyć.

Jakie w takim razie masz plany na przyszłość?

Z kwestii technicznych - idę swoją drogą. W ciągu ostatniego roku usystematyzowałem sobie to jak i czego się uczę. Ostatnie trzy lata wyglądało to tak, że brałem na siebie wszystko co mi wpadło w ręce. Teraz, oprócz głównych tematów których uczę się cały czas, staram się też badać jedno konkretne zagadnienie co kwartał. Czyli w danym kwartale zgłębiam się na przykład w tematy z obszaru biologii, automotive i tak dalej. Taki mam plan na przyszłość - żeby utrzymać ten schemat. Mam listę rzeczy, których chce się nauczyć, więc pozostaje mi tylko nauka, nauka, nauka.

Uważam, że to głównie ciągnie mnie do przodu. Chociaż wciąż trochę szukam jeszcze swojej drogi. Aktualnie dążę do tego, by inwestycje dobrze grały z innymi obowiązkami. Na przykład gdy czasem start-upy nie są techniczne, a chcą zrobić coś software’owego to muszę wejść w rolę advisora. Pomaganie ze strony technicznej i praca nad aspektami komunikacyjnymi dobrze się łączy w funduszu.

Chcę nadal być programistą, ale też mieć szeroka perspektywę biznesową. Jeszcze gdzieś tam krąży mi wizja polimatów, czyli osób które zajmują się bardzo szeroko wieloma dziedzinami. Nie specjalizują się na przykład tylko w Rubym, tylko zależy im na tym, żeby mieć szeroką znajomość świata. Czyli to co mamy jako firma w Core Values. Dalej chcę żeby moja ciekawość świata była na tym poziomie, na którym jest.

Także w skrócie - za pięć lat nie wiem gdzie będę, ale znam drogę, którą idę.

Adam

Adam

Młody człowiek orkiestra, czy jak sam to określa, one-man-army. Fullstack Developer, który niestrudzenie rozwija się w interesujących go obszarach. W zaledwie 3 lata miał już okazję pełnić rolę team leadera, rekrutera technicznego, specjalisty od inwestycji oraz mentora.
Natalia Krakowiak

Natalia Krakowiak

Absolwentka studiów około-ekonomicznych na Uniwersytecie Łódzkim. Zrezygnowała z doktoratu na rzecz budowania praktycznego doświadczenia w branży IT. W Ragnarson zaczynała jako stażystka w dziale HR i Rekrutacji, obecnie pełni rolę Account Manager oraz Investment Specialist. Fanka gier RPG, kuchni wegańskiej i literatury fantasy.